Najważniejsza białoruska nagroda literacka nosi imię Jerzego Giedroycia – intelektualisty, człowieka wolności, architekta nowej Europy. Z emigracji niósł idee demokratycznej Polski poprzez czasopismo „Kultura” i książki wydawnictwa „Instytut Literacki”, kształtował myśl polityczną i literacką, wiarę w siłę słowa. Dziś podobną misję mają białoruscy autorzy na emigracji: pisać o tym, o czym niebezpiecznie jest mówić w Mińsku, Połocku, Grodnie…
Gdańsk: solidarność, pamięć i wolne słowo
Uroczysta ceremonia uhonorowania laureatów odbyła się w Europejskim Centrum Solidarności..
Prowadząca wydarzenie, aktorka Kryscina Drobysh, przypomniała publiczności, że pierwszym laureatem został pisarz Pawieł Kasciukiewicz. W ubiegłym roku, również w Gdańsku, główną nagrodę otrzymał filozof Walancin Akudowicz za książkę „Trzeba wyobrazić sobie Syzyfa szczęśliwym”.
Dzisiejszy dzień obchodzimy pod hasłem „Święto literatury białoruskiej”. A 15 listopada na całym świecie przypada Dzień Uwięzionego Pisarza. Białoruski PEN ma tradycję „pustego krzesła”. Symbolizuje ono tych autorów i autorki, którzy nie mogą być z nami, ponieważ przebywają w więzieniu. Dziś są obecni tutaj poprzez swoje portrety. Pamiętamy o wszystkich, których głosy próbowano zagłuszyć, ale których nie udało się zmusić do milczenia.
Jerzy Giedroyc pisał: „Nie będzie wolnej Polski bez wolnej Białorusi”. Czternasty finał Nagrody jego imienia odbył się w Gdańsku – mieście, w którym słowo „solidarność” stało się legendą; miejscu będącym świadectwem tego, jak idea potrafi zmieniać historię.O więzi łączącej epoki, wydarzenia i ludzi mówili: dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności i członek zarządu Polskiego PEN Clubu Basil Kerski, przewodnicząca Białoruskiego PEN-u, poetka i obrończyni praw człowieka Taciana Niadbaj, rzecznik Międzynarodowego Związku Pisarzy Białoruskich, historyk literatury, tłumacz i poeta Cichan Čarniakievič oraz zastępca prezydenta miasta Gdańska Piotr Borawski.
Nominatki i nominatów do Nagrody tradycyjnie ocenia profesjonalne jury. W tym roku jego publicznie ogłoszonymi członkami byli: adiunkt w Katedrze Białorutenistyki Uniwersytetu Warszawskiego, doktor nauk humanistycznych Katarzyna Drozd-Urbańska; historyk literatury i dramaturg, kierownik Katedry Literaturoznawstwa Słowiańskiego Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej Siarhiej Kawalou; oraz poeta, tłumacz i historyk literatury Andrej Chadanovič.
Booktrailery przygotowane przez zespół twórczy Numar8Production, udźwiękowione przez zespół profesjonalnych lektorów wydawnictwa Audiobooks.by, przedstawiły obecnym na ceremonii finalistki i finalistów. Sześć książek. Sześć światów. Sześć prób powiedzenia „Białoruś” na swój sposób..
Głosy Giedroycia: sześć książek, które kontynuują jego ducha
Patron Nagrody uczynił z literatury ideę, z publicystyki – etykę, a z wygnania – formę duchowego domu. Giedroyc wiedział, że wolność to nie tylko prawo do mówienia, lecz także obowiązek słuchania i rozumienia. I dziś białoruscy autorzy piszący na wygnaniu kontynuują tę tradycję: tworzą literaturę odpowiedzialności, refleksji i ludzkiego doświadczenia.
Jak przejawia się to w książkach i autorach ubiegających się o zwycięstwo?
Źmicier Dziadzienka. Gry Kirke

To nie tylko retrokryminał i historyczny noir, lecz także próba spojrzenia w przeszłość jak w laboratorium ludzkiej władzy, pokusy i strachu. Dziadzienka odtwarza świat dziecięcego „imperium” z własną walutą, armią i pocztą – mikrokosmos wielkiej historii, w którym zabawa zawsze pozostaje blisko wojny.
„To było jedyne, co było absolutnie realne… Wszystko inne to opis epoki sprzed stu lat” – mówił autor.
Tak swoje mińskie lata wspominał z kolei Jerzy Giedroyc:
„Jedną z moich dziecięcych zabaw było kładzenie się wzdłuż torów, aby znaleźć się pod przejeżdżającym pociągiem… Ale najbardziej fascynowało mnie wojsko”.
Zarówno nasz współczesny, jak i jego poprzednik wspominają zabawę, przez którą prześwituje wojna, oraz dzieciństwo, które zbyt wcześnie uczy lęku. Dziadzienka, podobnie jak Giedroyc, patrzy na historię przez pryzmat młodzieńczej ciekawości, próbując zrozumieć, jak z dziecięcych gier rodzą się imperia i dlaczego później trzeba się z nimi rozstać.
Siarhiej Dubaviec, Zanzibar. dojrzewanie młodej duszy

Wyjątkowość tej książki tkwi w jej formie: wspomnienia przeplatają się z notatkami z podróży, a obrazy sowieckiej Białorusi – z wydarzeniami lat 2020–2021. W tekście wyczuwalna jest próba przezwyciężenia przeszłości poprzez przeżytą ironię, rozpoznania siebie w drodze i w pamięci.
„Horyzonty życiowe – mówił Dubawiec – jedni widzieli blisko, inni daleko… Wystarczy spojrzeć, kto dziś w kulturze białoruskiej należy do najlepszych twórców, i przekonać się, że pochodzenie w żaden sposób nie wpłynęło na ich rozwój”.
Podobnie patron Nagrody, Jerzy Giedroyc, przyznawał:
„Historią rodziny prawie się nie interesowałem… Wszystko zginęło podczas Powstania Warszawskiego…”
Dubawiec również prowadzi rozmowę z przeszłością: nie po to, by powrócić do tego, co utracone, lecz by zrozumieć, jak kształtuje nas ono dzisiaj. W tym właśnie ujawnia się ciągłość ducha: od refleksji nad stratą po odwagę tworzenia w niepewności.
Juhasia Kalada „Zamiana miejsc”

To nie jest historia o dwóch kobietach, które zamieniły się ciałami, lecz próba narodzin społeczeństwa uczącego się równości, otwartości i życia. Książka Juhasi Kalady opowiada o wzajemnym poznaniu i burzeniu hierarchii, o tym, jak z ruin imperialnej świadomości wyrasta ludzka solidarność.
„Imperium nadal się rozpada, a my jesteśmy na jego obrzeżach… Jedyne, co możesz zrobić, to pozostać człowiekiem i wybierać dobro” – uważa Juhasia Kalada.
A Jerzy Giedroyc w swoich wspomnieniach przyznawał:
„Moje przywiązanie do praworządności zawsze współistniało z tendencjami rewolucyjnymi… Dążyłem do tego, by państwo było bardziej sprawiedliwe, bardziej logiczne”.
Ich słowa współbrzmią ponad czasem: oboje widzą w rewolucji nie siłę niszczycielską, lecz szansę na przywrócenie sprawiedliwości. Tam, gdzie rozpada się imperium, zaczyna się możliwość ludzkiego odrodzenia.
Alaksandar Łukašuk „Tam, gdzie nie ma ciemności: Radio Swaboda”

To książka o świetle, które nie gaśnie nawet w ciemności. Autor i wieloletni dyrektor białoruskiej redakcji Radia Swoboda pokazuje, że wolność nie jest głośną deklaracją, lecz codzienną pracą słowa. To opowieść nie tylko o mediach, ale także o odpowiedzialności: jak zachować własny głos w świecie, który pragnie ciszy.
„Najlepsze praktyki Radia Swoboda od dawna zostały zaadaptowane przez niezależne media… W dziennikarstwie to rzecz naturalna – czerpać, zapożyczać, udoskonalać i konkurować na tym samym polu” – zauważa autor.
Jakby rozwijając tę myśl Alaksandra Łukaszuka, warto przywołać słowa Jerzego Giedroycia:
„Nie sposób było przekonać władz, że kultura białoruska również powinna istnieć”.
W obu tych wypowiedziach wybrzmiewa wiara w siłę niezależnego słowa. Gdy państwo próbuje uciszyć głos, literatura i dziennikarstwo stają się jego przedłużeniem – niosąc światło tam, gdzie inni chcieliby ciemności.
Anka Upała „Raz na dwadzieścia pięć tysięcy lat”

Subtelna książka autorki o subtelnej wrażliwości – introwertyczna, autoironiczna, uważna na szczegóły. Jej proza rozwija się w ograniczonej przestrzeni, w której ściany nie tylko izolują, lecz także odbijają echo myśli i półsłów.
Współczesny świat to skomplikowana sieć komunikacji. Ludzie przenoszą się do krajów o innych zasadach milczenia i otwartości, dlatego słowo często traci swoją wagę. W tej przestrzeni Anka Upała tworzy tekst jako próbę odbudowania więzi: z sobą samą i z innymi, poprzez język, który wciąż szuka domu.
Jerzy Giedroyc, Polak na emigracji we Francji, również żył w świecie, w którym trzeba było na nowo określać, co znaczy mówić, a co – milczeć. Samotny intelektualista o dramatycznym losie, podobnie jak Anka Upała, patrzył na relacje międzyludzkie przez pryzmat wewnętrznej autorefleksji i trudności zrozumienia.
I właśnie w tym ujawnia się ich współbrzmienie: ocalić człowieczeństwo tam, gdzie język nie gwarantuje już porozumienia.
Klok Štučny Morderstwo na ulicy Makajonka

To książka o kraju po klęsce. Poszukiwanie zabójcy mińskiej artystki, która niegdyś stała pod biało-czerwono-białą flagą, staje się próbą zrozumienia, co nas zabija. Strach, milczenie czy zmęczenie nadzieją? Atmosfera przyciszenia i pewnego zagubienia sprawia, że powieść ta jest nie tylko detektywem, ale także opowieścią filozoficzną.
Jerzy Giedroyc pisał:
„Nasz dobrobyt skończył się wraz z samobójstwem pradziadka Lucjana… W atmosferze domu wyczuwało się biedę”.
To wspomnienie rodzinnej tragedii współbrzmi z dzisiejszą historią Białorusi, gdy społeczeństwo jakby przeżyło własne samobójstwo i próbuje odrodzić się z ciszy, złapać nowy oddech życia, który mimo wszystko przebija się przez ciemność straty.
Rozpoznać w sobie nawzajem bliskich
Każda nagroda literacka to nie tylko lista nazwisk, lecz także próba uchwycenia czasu. Rozmawiamy o tym z finalistami.
Za pośrednictwem osób trzecich kontaktujemy się z Klokiem Sztucznym:
– Pana utwór opowiada o kraju po klęsce, ale nie ma w nim haseł ani publicystyki – jest jedynie poczucie niepewności, niespokojny oddech czasu. Co było dla autora najważniejsze: śledztwo w sprawie zabójstwa czy próba uchwycenia stanu białoruskiej duszy w tamtym momencie?
– Powieść została pomyślana jako literackie odzwierciedlenie atmosfery, która panowała na Białorusi w latach 2021–2023. Potrzebny był szczegółowy opis stanu białoruskiej duszy, bez popadania we wszechwiedzącą publicystykę i stalkerskie blogerstwo. Dziennikowe obserwacje należało przekształcić w utwór literacki. I tu literaturze pomogło kino. Pomógł aktor Jack Nicholson, a dokładniej jego bohater – prywatny detektyw Jake Gittes z neo-noirowego kryminału „Chinatown”. Bohater, który rozświetlił swoją epokę. Podobnie jak Jakub Piśmienny – to człowiek o obniżonym poczuciu odpowiedzialności społecznej, urodzony cynik, miłośnik drobnych życiowych kombinacji, który ogólnonarodowe poruszenie po prostu przespał. Ale w Jakubie Piśmiennym, tak jak w Jake’u Gittesie, istnieje jakiś rdzeń, jakiś staromodny kodeks honorowy, który nie pozwala mu porzucić narzuconego śledztwa.
Wszystkie pozostałe atrybuty neo-noiru – depresyjne zakątki metropolii, cyniczne relacje między uczestnikami białoruskiego dramatu, dziwaczne stroje i maniery miejskich szaleńców, a także wszystkie elementy narzuconego śledztwa w sprawie niewytłumaczalnej zbrodni – zdają się przyrosnąć do książki same z siebie.
…Jakub Piśmienny ostatecznie rozwiązuje detektywistyczną zagadkę, lecz wraz z rozwiązaniem przychodzi do niego świadomość gorzkiej prawdy.
Naszym kolejnym rozmówcą jest Alaksandr Łukaszuk.
– W swojej książce pokazuje Pan, że wolność nie jest jedynie dobrze znanym hasłem, lecz trudną, codzienną pracą wymagającą wytrwałości i sumienia. Jak dziś, w sytuacji zagrożenia i presji, wygląda ta praca dla dziennikarzy i pisarzy? Co znaczy mówić prawdę, gdy nawet własny głos może stać się zagrożeniem dla najbliższych?
– 1. Nie zaszkodzić sobie. 2. Nie zaszkodzić innym. 3. Nie kłamać.
Odpowiedź jest krótka, ale każdy z jej punktów mógłby stać się tematem osobnej dyskusji.
A teraz pytanie do Anki Upały:
– Wśród wyzwań, jakie niesie ze sobą białoruska fala emigracji, jednym z najtrudniejszych wydają się samotność i trudności w komunikacji w nowym otoczeniu – nawet z własnymi rodakami. Jak Pani zdaniem słowo i literatura mogą pomóc przezwyciężyć to psychologiczne pęknięcie? Czy są w stanie odbudować więź czytelników z samymi sobą, z innymi ludźmi i z krajem, który pozostał w nich?
– Myślę, że czytanie literatury bez wątpienia może być oparciem w trudnych warunkach. To rozmowa z samą sobą i z tymi, którzy piszą książki. Jeśli ma się dostęp do książki, taka rozmowa jest możliwa nawet wtedy, gdy nie ma z kim porozmawiać. Głosy pisarek i pisarzy, którzy tworzyli sto lat temu i wcześniej, brzmią tak, jakby mówili do nas dzisiaj. Nagle tematy wojny, represji czy utraty więzi z bliskimi przestają być czymś abstrakcyjnym, odległym od naszego doświadczenia, a stają się boleśnie aktualne. Bohaterki i bohaterowie książek, autorki i autorzy stają obok nas. Razem przeżywamy nasze jedyne prywatne życie, a zarazem naszą wspólną historię. Bywamy słabi, popełniamy błędy, czasem sobie nie radzimy, czasem czujemy się zbyt różni albo gorsi od innych. Ale prawda jest taka, że nie tylko nam się to przydarza. „Słyszę cię, rozumiem cię” – myślisz. Przeżywanie trudnych chwil razem jest zawsze łatwiejsze, o wiele łatwiejsze niż w samotności.
Literatura jest także sposobem rozmowy z ludźmi innych kultur i poszukiwania z nimi wspólnego gruntu. Dlaczego na przykład nie przeczytać wspólnie powieści „Po co idziesz, wilku?” współczesnej białoruskiej pisarki Ewy Wieżnawiec, dostępnej już w wielu językach, i nie porozmawiać o niej z ludźmi w Austrii, Argentynie, Danii, Meksyku czy Gwinei Równikowej? Los rozrzucił dziś Białorusinów po całym świecie. A dlaczego nie przeczytać tej książki także w samej Białorusi albo nie posłuchać jej w wersji audio?
Dlaczego nie czytać przekładów z innych języków na białoruski i nie rozmawiać z ludźmi za granicą – i z tymi obok nas – o ich literaturze?
Im więcej mamy ze sobą kontaktu, tym mniej pozostajemy sobie obcy. I pewnego dnia możemy rozpoznać w sobie nawzajem bliskich.
Trzech zwycięzców – jedna Nagroda
Wydarzenie stopniowo zbliża się do kulminacji – ogłoszenia zwycięzców.
Nagrodą za trzecie miejsce jest wydanie kolejnej książki. Decyzję jury w tej sprawie ogłosiła jego członkini, badaczka literatury białoruskiej Katarzyna Drozd-Urbańska. Przy aplauzie sali dyplom otrzymał Zmicier Dziadzienka.

Nagrodą za drugie miejsce jest stypendium twórcze: możliwość miesięcznej pracy w Szwecji, w Domu Pisarza na wyspie Gotlandia. Literaturoznawca, profesor i dramaturg Siarhiej Kawalou wręczył dyplom Juhasi Kaladzie.

I oto moment kulminacyjny: poeta, tłumacz i honorowy przewodniczący Białoruskiego PEN-u Andrej Chadanovič ogłasza czternastego laureata Nagrody im. Jerzego Giedroycia. Zostaje nim Siarhiej Dubawiec.
Uroczysta ceremonia zakończyła się występem muzycznym gościa specjalnego, którego twórczość od dawna stanowi część naszego literackiego i kulturowego kontekstu – lidera zespołu J Uładzimira Puhacza.
Muzyka stała się przedłużeniem słowa. A może jego pauzą. Bo Nagroda Giedroycia zawsze była nie tylko o literaturze, lecz także o dialogu: trudnym, czasem ostrym, dyskusyjnym, ale koniecznym. O zderzeniu idei, poglądów i światów. O tym, co nas łączy i co dzieli. I o tym, co wciąż trzyma nas razem.
W tym roku w finale spotkały się trzy bardzo różne historie, trzy doświadczenia, trzy intonacje.
Siarhiej Dubawiec – jeden z tych, którzy pomagali Nagrodzie dojrzewać, zna ją jak własny dom i jak labirynt: zasiadał w jury, zwyciężał, przegrywał, ale zawsze wracał.
Juhasia Kalada – nowa osoba w tej rozmowie, która patrzy na Giedroycia z zewnętrznej, świeżej perspektywy i odczuwa jego wpływ już jako część pokolenia, które przyszło po 2020 roku.
Źmicier Dziadzienka – autor mający własną historię sporów z Nagrodą, a teraz znajdujący się blisko jej szczytu.
Są jak trzy zwierciadła jednego procesu. Trzy różne spojrzenia. Trzy sposoby rozumienia tego, kim dziś jest Giedroyc.
Pytamy więc i słuchamy.
– Panie Źmicierze, nieraz krytycznie oceniał Pan Giedroycia i konkursy literackie w ogóle. Teraz, gdy „Gry Kirke” znalazły się wśród faworytów, czy zmieniło się Pana postrzeganie Nagrody? Co ona dla Pana osobiście odsłoniła albo postawiła pod znakiem zapytania?
– Szczerze mówiąc, niewiele się dla mnie zmienia. Nie po raz pierwszy biorę udział w tym wyścigu nagrodowym. Dla mnie sam udział oznacza chyba tylko tyle, że mogę sobie pozwolić na mniejszą dawkę krytyki wobec organizatorów, bo nie jestem już obserwatorem z boku.
Tegoroczna organizacja pozytywnie mnie zaskoczyła w porównaniu z poprzednimi latami: szerokie nagłośnienie w mediach, wywiady, recenzje. Można byłoby to jeszcze poszerzyć – dodać na przykład konkurs na czytelnicze opinie o książkach nominowanych – ale rozumiem, że wszystko zależy od ograniczonych możliwości organizatorów.
Idealnie byłoby oczywiście, gdyby o laureatach Nagrody Giedroycia nie zapominano następnego dnia po jej wręczeniu. Bo przygotowania do kolejnego sezonu powinny zaczynać się od razu po zakończeniu obecnego, a laureaci mogliby być takim „pomostem przejściowym” między sezonami: występować, promować Nagrodę i tak dalej. Ale znów – rozumiem, że możliwości nie są nieograniczone.
– Juhasio, po raz pierwszy znalazła się Pani w kręgu Nagrody, choć zapewne obserwowała ją Pani wcześniej z boku. Patrząc z dzisiejszej perspektywy: co jest ważniejsze w nagrodzie literackiej – uznanie, symbolika czy wspólnota, którą ona tworzy?
– Spośród zaproponowanych odpowiedzi wybrałabym „uznanie”.
– Panie Siarhieju, Nagroda Giedroycia jest Panu znana od wewnątrz i z zewnątrz: jako autorowi, członkowi jury i obserwatorowi. Czy przez te lata zmieniła się dla Pana jej rola – między nadzieją a zmęczeniem, między początkiem a tym, czym stała się dziś?
– Moim zdaniem Nagroda Giedroycia dojrzała, wzmocniła się jako bodziec dla autorów – by pisać, być jak najciekawszymi, widzieć siebie w kontekście innych. Nagroda pozbywa się pewnej „klanowości”, stara się być trampoliną dla wyjścia białoruskiej książki w szerszy świat, a przy tym niemal zawsze pozostaje nieprzewidywalna. Życzę Nagrodzie owocności na wszystkich tych kierunkach!
… Jerzy Giedroyc do końca życia mieszkał i pracował pod Paryżem, przybliżając demokratyczne przemiany w Polsce. Dzisiejsi finaliści Nagrody jego imienia zostali rozrzuceni przez burzę roku 2020 – do Polski, Litwy, Czech, Szwecji… Ale podobnie jak Giedroyc, myślami pozostają tam, skąd wyszli. Noszą Białoruś w sercu – kraj, z którego wyrósł ich głos. Piszą o tym, co boli, i o tym, co daje siłę. Swoimi słowami urzeczywistniają marzenie setek tysięcy ludzi o powrocie z własnych Zanzibarów do domu – do Mińska, Połocka, Grodna…
Na zakończenie warto dodać, że Siarhiej Dubawiec w swoim wystąpieniu zapowiedział: ciąg dalszy jego literackiej spowiedzi jeszcze nastąpi.
organizatorzy nagrody | Białoruski PEN i Międzynarodowy Związek Pisarzy Białoruskich
organizatorzy gali | Białoruski PEN, Europejskie Centrum Solidarności, Polski PEN Club, Białoruskie Towarzystwo Kulturalne „Chatka”, Międzynarodowy Związek Pisarzy Białoruskich
partnerzy gali | wydawnictwo audiobooków Audiobooks.by, Reform.news, Europejskie Radio dla Białorusi, Numar8Production
współfinansowanie | projekt został dofinansowany przez Fundację Solidarności Międzynarodowej w ramach polskiej współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Publikacja wyraża wyłącznie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rzeczypospolitej Polskiej